Janusz wyjebał cię na kasę? A może szykują się bagiety za szkalowanie truchła syna pewnego prezentera? Dupnąłeś lolka, dostałeś wyrok i chcesz dostać bransoletkę, zamiast pierdzieć w pasiak? Szykuje się spadek po dziadku Przemku? A może ktoś chce postawić ci fabrykę smrodu prosto pod oknem? 

Jeżeli masz problemy z prawem albo potrzebujesz na maksa ostro szybkiej porady na twarz, pisz na: [email protected] . Redakcja przekaże maile law anonowi, a on odpowie anonimowo, na anonimowe pytania.
Radiosłuchacze ośmielili się nieco i po ubiegłotygodniowych reklamach, ponowionych również w tym tygodniu, nadesłali kilka pytań. 
Odpowiedzi postaram się udzielać w taki sposób, aby nie tylko zadający pytania uzyskali pomoc, ale również aby wszyscy radiosłuchacze mogli się czegoś dowiedzieć i w ten sposób, być może w przyszłości skorzystać z protipów. 
Starał się będę odpowiadać precyzyjnie, powołując się na konkretne regulacje prawne, tak aby bardziej dociekliwi słuchacze mogli we własnym zakresie poszerzyć swoją wiedzę, a jednocześnie tak, aby odpowiedzi były zrozumiałe dla słuchaczy, którzy nie mają z prawem styczności. Liczę również na odzew radiosłuchaczy – czy to we fredzie radiowym czy też za pośrednictwem redakcji. 
Piszcie co wam się podobało, co nie, czego nie zrozumieliście, co nie zostało należycie wytłumaczone, z jakim nadzieniem, z jaką posypką.
Pierwszy radiosłuchacz jest cichym wielbicielem pewnej piękności, która czaruje swoimi wdziękami użytkowników mediów społecznościowych. Czyniąc zadość swoim kurewskim instynktom, wrzuca ona na tego słynnego fejsbuczka swoje zdjęcia.
Nasz słuchacz – romantyk, który jak sam wyznał „nie chce jej nic zrobić, tylko ją podziwia”, prawdopodobnie nieokrzesany spermiarz - zbiera wszystkie jej zdjęcia jakie udostępniła w Internecie, zanim je usunęła, przeprowadził również risercz, który miał na celu zebranie jak największej ilości informacji o swojej wybrance. 
Udało mu się znaleźć między innymi jej numer telefonu, przy czym na razie nie zdecydował się do niej zadzwonić, pewnie odezwie się latem. Słuchacz twierdzi jednak, że obiekt jego westchnień o wszystkim wie, ponieważ poblokowała go wszędzie. 
Z grzeczności nie będę komentował faktu, że słuchacz podejmuje takie działania z legitnego konta i przejdę wartko do jego pytania. Słuchacz pisze: nie jest to chyba stalking, bo wszystko jest znalezione w internecie, ale jakbym kiedyś do niej znowu napisał i ona zgłosiła to na bagiety wtenczas, to może być przypał?

Drogi słuchaczu, w pierwszej kolejności wytknąć muszę pewną niekonsekwencję. 
Z jednej strony piszesz, że nie dzwoniłeś do niej, z drugiej strony piszesz, że „jakbyś do niej znowu napisał”, sugerując tym samym, że kiedyś się z nią kontaktowałeś. Dodatkowo piszesz, że ona o twoich wyczynach wie. 
Należałoby zatem dopytać: czy kontaktowałeś się kiedykolwiek z nią, w jakiej formie, czy znasz ją w realu, skąd wie ona o twojej obsesji, skoro cię zablokowała? Niezależnie od odpowiedzi na te pytania – które dosłać możesz na adres [email protected], jeżeli potrzebował będziesz dodatkowych informacji – wyjaśnić należy kwestię zdjęć publikowanych na portalach społecznościowych, praw do nich i kwestii ich pobierania, przechowywania i ewentualnego dalszego udostępniania, a także omówić pojęcie „stalkingu” i reakcję prawa karnego na to zjawisko.

Mniej zorientowanym słuchaczom należy się wyjaśnienie – prawo dzieli się na gałęzie. 
Do najważniejszych z nich należą: prawo międzynarodowe publiczne, prawo konstytucyjne, prawo karne, prawo administracyjne i prawo pracy. Każda z gałęzi reguluje inną dziedzinę życia. Prawo cywilne reguluje stosunki między podmiotami prawa prywatnego, tj. osobami fizycznymi, osobami prawnymi (czyli na przykład spółkami) i innymi podmiotami, o których teraz nie będziemy mówić. Dziedziną prawa cywilnego jest między innymi prawo autorskie.
 Prawo karne z kolei reguluje kwestie odpowiedzialności karnej za czyny zabronione – ma zatem inną funkcję niż prawo cywilne. O ile to pierwsze regulować ma stosunki między podmiotami prywatnymi, to drugie pełnić ma funkcję sprawiedliwościową, ochronną i prewencyjną.

Najpierw przyjrzyjmy się zatem aspektowi cywilnemu sprawy naszego słuchacza. 
Obowiązująca obecnie ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, w art. 1 ust. 1 stanowi, że  przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. 
Taki przejaw twórczości ustawa nazywa utworem. Art. 1 ust. 2 ustawy o prawie autorskim stanowi z kolei, że w szczególności przedmiotami prawa autorskiego są utwory wyrażone słowem, symbolami matematycznymi, znakami graficznymi (literackie, publicystyczne, naukowe, kartograficzne oraz programy komputerowe), plastyczne, fotograficzne, muzyczne i słowno-muzyczne, audiowizualne (w tym filmowe) i inne, których nie będziemy teraz wymieniać. 
Oznacza to, że jeżeli karynka zrobi sobie zdjęcie swojej pierdziawy w kusych spodenkach, tworzy ona utwór. Utwór ten stanowi przedmiot jej praw, które to prawa podlegają ochronie prawnej. Utworem można rozporządzać – na przykład go sprzedać.

Zasadniczym pytaniem, które pojawia się w tym momencie, jest: co dzieje się ze zdjęciem, kiedy karynka zdecyduje się zdjęcie swojej pierdziawy wrzucić na fejsika? Czy pozostaje ona właścicielem zdjęcia czy też prawa do jej „utwory” przenoszą się na Marka Cukrowągórę, a raczej jego spółkę? 
Zakładając konto na fejsbuku konieczne jest zaakceptowanie regulaminu, a zatem zawarcie pewnej umowy, przy czym następuje to w formie elektronicznej. 
Tymczasem, art. 53 ustawy o prawie autorskim stanowi, że umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności. 
O ile kodeks cywilny zrównuje z formą pisemną formę elektroniczną o ile opatrzona jest ona podpisem kwalifikowanym, o tyle akceptując regulamin fejsbuka nikt nie podpisuje tego podpisem elektronicznym. Oznacza to, że w świetle polskiego prawa to karynka wciąż jest właścicielem zdjęcia, które udostępnia na portalu Cukrowejgóry, przy czym sprytny Mareczek zastrzega w regulaminie następującą klauzulę: „Użytkownik jest właścicielem treści, które tworzy i udostępnia na Facebooku oraz w innych produktach Facebooka, z których korzysta, i żaden zapis niniejszego Regulaminu nie pozbawia użytkownika praw do jego własnych treści.”. 
Jednocześnie kupcy tożsamościami z Doliny Krzemowej zastrzegają, że „udostępniając zdjęcie na Facebooku, użytkownik daje nam pozwolenie na przechowywanie, kopiowanie i udostępnianie go innym użytkownikom (w tym przypadku też zgodnie z ustawieniami swojego konta), np. dostawcom usług obsługującym nasz serwis lub inne produkty Facebooka, z których użytkownik korzysta.”. 
Oznacza to mniej więcej tyle, że o ile ktoś, kto wrzuca zdjęcie na fejschuja pozostaje jego właścicielem, o tyle fejschuj może z tym zdjęciem robić co chce. Tym samym Cukrowagóra obchodzi polskie prawo.

Załóżmy zatem, że karynka udostępniła zdjęcie swojej pierdziwy, a nasz słuchacz – niespełniony romantyk – pobrał je sobie, co przecież bez trudu może uczynić. 
Czy zrobił to legalnie? Na gruncie ustawy Prawo autorskie i prawa pokrewne: tak. 
Jej art. 23 ust. 1 zdanie pierwsze stanowi bowiem, że bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Uznać należy, iż wrzucenie zdjęcia na ogólnodostępnego przecież fejsbuka stanowi rozpowszechnienie. O ile zatem słuchacz pobierając je zamierza korzystać z owego zdjęcia w zakresie własnego użytku osobistego, nie łamie on prawa (co dokładnie będzie robił z tym zdjęciem nie dopytujemy).

Dowiedzieliśmy się już, że pobieranie zdjęć kurewek z facebooka i cieszenie się nimi w domowym zaciszu nie stanowi łamania prawa autorskiego, czyli cywilnego. 
Inną kwestią jest oczywiście ich dalsze udostępnianie, czy wykorzystywanie ich w swojej twórczości, ale o tym nie będziemy dzisiaj mówić. 
Pozostaje natomiast kwestia stalkingu, który w polskim prawie jest penalizowany, co oznacza, że czyn wypełniający znamiona przestępstwa stalkingu spotkać powinien się z reakcją prawnokarną. W roku 2011 nowelizacja Kodeksu karnego wprowadziła do niego przestępstwo uporczywego nękania, które stypizowane zostało w art. 190a. Przepis ten stanowi, że kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3, a także, że tej samej karze podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej. 
Jednocześnie w paragrafie 3 cytowanego przepisu ustawodawca przewidział, że jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. Podkreślić należy również, że ustawodawca postanowił, że przestępstwo stalkingu, będzie przestępstwem wnioskowym, co oznacza, iż ściganie tych przestępstw następuje na wniosek pokrzywdzonego. Złożenie wskazanego wniosku powoduje wszczęcie przez organy śledcze postępowania z urzędu. Dzisiaj pominiemy wątek „kradzieży tożsamości” o której również mowa w przepisie, skupiając się jedynie na zagadnieniu stalkingu.

To co powiedziano dotychczas o przestępstwie stalkingu, może brzmieć dla naszych słuchaczy nieco enigmatycznie. 
Rozbierzmy zatem przepis art. 190a kodeksu karnego na poszczególne elementy. Po pierwsze, należy odpowiedzieć sobie na pytanie czym jest uporczywe nękanie innej osoby, a także co rozumie się poprzez „wzbudzenie u tej osoby uzasadnionego okolicznościami poczucia zagrożenia” lub co rozumie się poprzez „naruszenie prywatności tej osoby”. 
Jak wskazują komentatorzy przez nękanie należy rozumieć wielokrotne, powtarzające się prześladowanie wyrażające się w podejmowaniu różnych naprzykrzających się czynności, których celem jest udręczenie, utrapienie, dokuczenie lub niepokojenie pokrzywdzonego albo jego osoby najbliższej. Mogą to być zachowania zarówno legalne, jeśli oceniać je pojedynczo, polegające np. na wysyłaniu listów (tradycyjnych lub elektronicznych) i SMS-ów, telefonowaniu, nachodzeniu w różnych miejscach, jak również nielegalne, wyrażające się np. w grożeniu, włamywaniu się do skrzynek na listy lub do mieszkania ofiary w celu pozostawienia wiadomości lub innych przedmiotów. Mogą również atakować cześć lub dobre imię danej osoby (np. przez rozpowszechnianie nieprawdziwych i przykrych wiadomości). 
Negatywny stosunek sprawcy do pokrzywdzonego wzmocniony jest dodatkowo właściwością jego zachowania, zawierającą się w uporczywości nękania. 
Ustawodawca kryminalizuje zatem tylko takie zachowania odpowiadające nękaniu, które mają charakter długotrwały. O uporczywym zachowaniu się sprawcy świadczyć bowiem będzie z jednej strony jego szczególne nastawienie psychiczne, wyrażające się w nieustępliwości nękania, tj. trwaniu w swego rodzaju uporze, mimo próśb i upomnień pochodzących od pokrzywdzonego lub innych osób o zaprzestanie przedmiotowych zachowań, z drugiej natomiast strony – dłuższy upływ czasu, przez który sprawca je podejmuje. 
Podkreśla się również, że nie ma znaczenia czy sprawca tego przestępstwa motywowany jest żywionym do pokrzywdzonego uczuciem miłości, nienawiści, chęcią dokuczenia mu, złośliwością czy chęcią zemsty. W świetle przytoczonych wywodów prawnych, uznać należy, że obsesyjne gromadzenie informacji o karynce – jeżeli ona ma tego świadomość i przeszkadza jej to w jakiś sposób – może stanowić znamię „uporczywego nękania”.

Aby jednak o popełnieniu przestępstwa była mowa, spełniona musi zostać wraz z przesłanką „uporczywego nękania” albo przesłanka „wzbudzenia u osoby uzasadnionego okolicznościami poczucia zagrożenia” albo przesłanka „naruszenia prywatności tej osoby” albo one obie, łącznie. 
Poczucie zagrożenia oznacza, że zachowanie sprawcy rodzi u pokrzywdzonego przypuszczenie, że może nastąpić eskalacja zamachu i sprawca jest w stanie posunąć się do naruszenia innych dóbr, jego lub osoby mu najbliższej, w szczególności życia lub zdrowia. 
Poczucie zagrożenia może także powstać w wyniku stałego braku komfortu bezpieczeństwa spowodowanego zachowaniem sprawcy, tj. podjęcia przez niego takich czynności, które wytworzą u ofiary stałe wrażenie śledzenia (obserwowania, podglądania) lub naruszania jego rzeczy lub korespondencji. 
Wytworzone poczucie zagrożenia musi jednak być uzasadnione, a zatem poparte obiektywnym przekonaniem, że każdy przeciętny człowiek o porównywalnych do ofiary cechach osobowości, psychiki, intelektu i umysłowości w porównywalnych warunkach także odczuwałby takie zagrożenie. 
W mojej ocenie, fakt gromadzenia czyichś fotografii nie daje możliwości uznania, że poczucie zagrożenia jest uzasadnione. O ile uznać należy, że zachowanie takie nie należy do społecznie akceptowanych (>sugerowanie, że każdy anon tak kiedyś nie robił) o tyle nie stwarza to uzasadnianego poczucia zagrożenia, jeżeli w ślad za tym nie dochodzi do innych zachowań, wobec obiektu zainteresowania. Podkreślam jednak, że jest to moje zdanie i moja ocena – organy postępowania przygotowawczego czy sąd mogłyby to ocenić inaczej, przy czym pamiętajmy, że policja nicz nie może zrobicz i wiele w tych słowach prawdy.

Zwrócić należy także uwagę, że drugą przesłanką może być też naruszenie prywatności. 
Prywatność oznacza pewien obszar przyrodzonej wolności człowieka, w którym ma on prawo autonomicznie decydować o kształcie swojego szeroko rozumianego trybu życia. Może obejmować ona zatem różne aspekty życia, począwszy od decydowania o swoim wizerunku, sposobie wyrażania emocji i myśli (wypowiedzi) oraz sposobie postępowania. 
Cechą prywatności jest to, że zapewnia człowiekowi ochronę przed ingerencją innych ludzi, często więc wyraża się w ochronie miejsca zamieszkania, tajemnicy korespondencji i innych informacji osobistych oraz relacji z osobami bliskimi. 
Prywatność w pewnym sensie wyznacza granice między życiem indywidualnym i społecznym człowieka. 
Istotne naruszenie prywatności będzie miało zatem miejsce w przypadku podejmowania przez sprawcę czynności, które godzą w życie prywatne lub rodzinne pokrzywdzonego wbrew jego woli, w szczególności obejmują ingerencję w osobiste sprawy pokrzywdzonego, publiczne ujawnienie faktów prywatnych lub stawiających go w niekorzystnym świetle, Uznać należy, zatem, że jeżeli karynka sama wrzuca do Internetu informacje o sobie, ewentualne gromadzenie ich nie jest naruszeniem prywatności – sama bowiem czyni je przedmiotem zainteresowania społecznego. Wypełnieniem przesłanki naruszenia prywatności byłoby oczywiście wjebanie się karynce na jej konto, przełamując zabezpieczenia i pobieranie zdjęć, które wysyłała swojemu sebie, albo chodzenie za nią i robienie jej zdjęć. 
O ile jednak do takich sytuacji nie doszło, a słuchacz deklaruje, że nie doszło, o tyle uznać należy, że przesłanka naruszenia prywatności nie została spełniona.

Reasumując, zachowanie naszego słuchacza może mieć w mojej ocenie charakter uporczywego nękania, o ile karynka wie o jego obsesji i nie życzy sobie, żeby jakiś stulejarz ściągał jej zdjęcia na swój komputer. Pierwsza przesłanka przestępstwa z art. 190 par. 1 kodeksu karnego jest zatem spełniona. Jak wynika z listu od słuchacza, jego zachowanie nie może jednak stwarzać uzasadnianego poczucia zagrożenia, tak jak rozumie się to w prawie karnym, ani nie stanowi naruszenia jej prywatności, a zatem druga z koniecznych przesłanek nie zostaje spełniona. 
Nie ma zatem miejsce czyn, który jest przez prawo karne penalizowany, pod groźbą kary.



Kolejny kawaler wrócił do ojczyzny z emigracji, z Wielkiej Brytanii. Oczywiście pozdrawiamy wszystkich słuchaczy emigrantów, szczególnie ciepło tych z Irlandii. 
Słuchacz twierdzi, że jego sąsiad żul zaproponował mu pracę. Słuchacz trafił do wynajętego domu na południowym śląsku, gdzie montował kable od internetu w blokach, mieszkając z – jak to określił – podludźmi. Pracował na akord – ile bloków oddał, tyle miał zarobić. Oczywiście – jesteś anonem, masz przejebane – współpracownicy wzięli kasę, a nasz słuchacz został z niczym. W dodatku szef, typowy polski biznesmen cwaniak i cham powiedział, że za naprawę samochodu słuchacz zapłacić musi ze swoich pieniędzy. Nasz słuchacz za miesiąc pracy otrzymał pięćset, tak dobrze słyszycie pięćset złotych, nie miał żadnej umowy czy ubezpieczenia a do tego praca była niebezpieczna. Słuchacz pyta co robić, jak dojebać januszowi?

Drogi radiosłuchaczu – polecam działanie dwutorowe. Po pierwsze, znajdź okoliczną jednostkę Państwowej Inspekcji Pracy i poszukaj w Internecie kiedy dyżuruje ktoś, komu można strzelić z ucha na pazernego janusza. Inspekcji nie musisz się bać – Tobie nie mogą zrobić nic złego w związku z pracą na czarno – w końcu janusz obiecał ci przecież umowę, której nie zobaczyłeś nigdy na oczy, ale wierzyłeś, że ją dostaniesz. 
Nie wiedziałeś, że obecnie umowę o pracę należy podpisać jeszcze przed dopuszczeniem do pracy, bo przecież nie jesteś prawnikiem. 
Nawet jeżeli tak nie było, to mów, że tak było. Inspekcja powinna wszcząć postępowanie przeciwko januszowi – po pierwsze będzie miał kontrole z Inspekcji, co samo w sobie jest uciążliwe – wiąże się ze szczegółową kontrolą dokumentów, przesłuchaniem pracowników, a niekiedy z zawiadomieniem również innych organów – na przykład ZUS, a po drugie jeżeli inspekcja wykryje nieprawidłowości, janusz będzie miał chuje w dupie, czytaj grzywnę.

Ale inspekcja to jedna z możliwości. Prócz donosu do inspekcji, polecam również pozew o ustalenie istnienia stosunku pracy i wypłatę zaległego wynagrodzenia. 
Tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana niż z Inspekcją. O ile w inspekcji poprowadzą cię za rączkę, tutaj będziesz musiał wykazać się swoją inicjatywą, o ile oczywiście nie znajdziesz sobie prawnika. Na marginesie wspomnę, że w Inspekcjach Pracy często dyżurują adwokaci i radcowie, którzy nieodpłatnie pomagają również w takich sprawach.

Powództwo o którym mówię jest batem na nieuczciwych pracodawców. W toku takiego postępowania sąd ustala, że stosunek prawny między Tobą, a januszem miał charakter stosunku pracy, regulowanego przepisami Kodeksu pracy. Oczywiście, żeby sąd ustalił to, musisz przedłożyć na tę okoliczność dowody. Zgodnie z art. 22 par. 1 kodeksu pracy stosunkiem pracy jest wykonywanie określonego rodzaju pracy na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, przy jednoczesnym obowiązku pracodawcy do zapłaty wynagrodzenia. 
W twojej sytuacji, w mojej ocenie, przesłanki istnienia stosunku pracy zostały spełnione. Po pierwsze praca miała skonkretyzowany charakter – polegała na montowaniu określonych instalacji. Po drugie janusz mówił gdzie i co macie robić. Po trzecie – tutaj następuje pewne dopowiedzenie z mojej strony – janusz kierował waszymi pracami. 
W związku z tym, że przesłanki zostały spełnione sąd może ustalić – na twoje żądanie – że stosunek pracy zaistniał. W ślad za tym, sąd zasądzić może wynagrodzenie, które otrzymać powinieneś, a nie otrzymałeś.

Tutaj pojawia się kwestia dowodów – musisz powołać na świadków osoby, które z tobą pracowały lub w inny sposób udowodnić, że pracowałeś u janusza, że pracowałeś określoną ilość godzin dziennie, przez konkretny okres oraz, że umawiałeś się na konkretne wynagrodzenie, którego będziesz dochodził przed sądem. Jeżeli chodzi o świadków – powołuj, nic się nie bój. Świadkowie muszą się stawić, inaczej sąd nałoży na nich grzywnę. Oczywiście, mogą być pomacani z januszem i kłamać, ale dobry pełnomocnik przesłucha ich tak, że sąd zorientuje się co jest grane. No właśnie – pełnomocnik. 
Prawdopodobnie nie dasz sobie rady samemu przed sądem, w związku z czym potrzebował będziesz adwokata lub radcy. Składając pozew, który sporządzisz sam lub z pomocą kogoś z Inspekcji Pracy, złożysz również wniosek o wyznaczenie pełnomocnika z urzędu. Sąd przyzna Ci go, jeżeli udowodnisz, że twoja sytuacja majątkowa nie pozwala ci skorzystać z usług prawnika na wolnym rynku.

Pozew, który będziesz musiał złożyć zwolniony jest od opłaty. Nawet jeżeli żądanie sformułujesz nieprecyzyjnie, wyznaczony dla ciebie pełnomocnik zmodyfikuje wtórnie powództwo tak, abyś uzyskał oczekiwany efekt. Jeżeli będziesz sporządzał pozew samodzielnie i będziesz miał z tym problem (a pewnie będziesz miał problem), pisz na adres mailowy radia. Redakcja przekaże ci mój e-mail, pod którym uzyskasz ewentualne wskazówki. 
Tak czy inaczej – gorąco zachęcam do dojebania janusza. Ciebie nie będzie to nic kosztowało, prócz odrobiny czasy, a możesz odzyskać przynajmniej część pieniędzy i dać nauczkę januszowi.



Kolejne pytanie, od kolejnego słuchacza, dotyczy prawa karnego międzynarodowego. 
Słuchacz pyta: jak wygląda współpraca polskiej Policji z Gardai? Czy jako obywatel polski przebywający w Polsce mogę powiadomić anonimowo Gardai o mężczyźnie, który posiada bezprawnie broń palną na terenie Irlandii.

Drogi słuchaczu, niestety nie znam irlandzkiego kodeksu postępowania karnego i nie wiem jak układają się stosunki pomiędzy polskimi stróżami prawa i ich irlandzkimi kolegami. Jeżeli jednak posiadasz uzasadnione podejrzenie, że ktoś na terytorium Irlandii popełnił przestępstwo oczywiście możesz o tym poinformować tak irlandzkie, jak i polskie organy ścigania. Współpraca europejskich policji rozwija się. Z tego co jest mi wiadome, jeżeli polskie organy ścigania otrzymają informację o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w innym kraju Unii Europejskiej, przekażą je swoim kolegom z danego państwa.

Na gruncie prawa polskiego, zgodnie z art. 304. par. 1 kodeksu postępowania karnego, każdy, dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję. Zgodnie z art. 240 par. 1 kodeksu karnego kto, mając wiarygodną wiadomość o karalnym przygotowaniu albo usiłowaniu lub dokonaniu czynów określonych w przepisie lub przestępstwa o charakterze terrorystycznym, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Czyny o których mowa to jednak wyłącznie najcięższe przestępstwa – m.in. zabójstwo, gwałt, gwałt na dziecku i kilka innych. Co do pozostałych przestępstw, obowiązek ich zgłoszenia ma wyłącznie charakter społeczny, a ich niezgłoszenie nie jest penalizowane.

Pamiętajcie jednocześnie, że zgodnie z art. 238 kodeksu karnego kto zawiadamia o przestępstwie, lub o przestępstwie skarbowym organ powołany do ścigania wiedząc, że przestępstwa nie popełniono, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Nie radzę wam zatem robić sobie tego typu żartów, bo ręka sprawiedliwości może was dosięgnąć.



Kolejne pytanie dotyczy prawa spadkowego. Naszemu słuchaczowi spadła z roweru babka. Łączymy się z nim w bólu. Nasz słuchacz twierdzi, że jest spadkobiercą po babci, natomiast babcia miała wyłącznie długi. Pyta co robić?

Słuchaczu! Po pierwsze musisz pamiętać, że dziedziczenie może następować z ustawy, lub z testamentu. Jeżeli babcia nie pozostawiła testamentu w którym wskazuje kto ma być jej spadkobiercą, dziedziczenie następuje zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego. 
Zgodnie z art. 931 par. 1 kodeksu cywilnego w pierwszej kolejności powołane są z ustawy do spadku dzieci spadkodawcy oraz jego małżonek.
Piszesz o swoim ojcu, a zatem to on dziedziczy po babci najpierw, przed tobą. Jeżeli jednak on odrzuciłby spadek, zgodnie z art. 1020 kodeksu cywilnego traktowałoby się go tak, jakby nie dożył otwarcia spadku, czyli dnia śmierci babci. Wówczas dziedziczyłbyś w jego miejsce ty i twoje ewentualne rodzeństwo.

Pytasz, czy wobec świadomości, że spadek to wyłącznie długi, lepiej odrzucić czy przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza. Od 2015 r., wobec niezłożenia żadnego oświadczenia, z mocy ustawy przyjmuje się spadek z dobrodziejstwem inwentarza. 
Oznacza to, że przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza oznacza, że dziedziczymy po zmarłym zarówno majątek, jak i ewentualne długi, ale za długi odpowiadamy tylko do wysokości odziedziczonego majątku. Spisu wartości całego spadku dokonuje albo komornik, który za sporządzenie wykazu inwentarza bierze niebotyczne pieniądze, albo notariusz, który sporządza wykaz inwentarza. Z tego co wiem, wykaz u notariusza jest tańszy niż spis u komornika, ale to dalej kosztuje i do tego wymaga inicjatywy spadkobiercy, polegającej na konieczności sprawdzenia co miała babcia i jakie miała długi.

Moja sugestia jest zatem taka – odrzucaj. Jeżeli jesteś pewien, że spadek to jedynie długi, to nie masz co bawić się w przyjmowanie spadku z dobrodziejstwem inwentarza. Oświadczenie o odrzuceniu spadku możesz złożyć w sądzie. Wystarczy złożyć wniosek, który podlega opłacie w wysokości 50 zł. Do wniosku dołączyć musisz odpis skrócony aktu zgonu babci, który uzyskasz w urzędzie stanu cywilnego. Co ciekawe, od pewnego czasu łatwiej odrzucić niechciany spadek – będziesz mógł go odrzucić jeszcze za nim zrobi to twój ojciec. Jak stwierdził bowiem Sąd Najwyższy w uchwale z października 2017 r. bliższa rodzina nie musi najpierw skutecznie odrzucić spadku, aby dalsza mogła złożyć swoje oświadczenie.



Na dzisiaj to już wszystko. Niestety nie udało mi się odpowiedzieć na wszystkie pytania, które do mnie dotarły, ale postaram się zrobić to w następnej audycji. 
Pytania ciągle spływają i zachęcam was do ich zadawania. Redakcja nadsyła również pisemne odpowiedzi na wasze maile. 
Piszcie co wam się podobało w dzisiejszej audycji, co nieco mniej. Uwagi możecie składać zarówno poprzez e-mail radia, jak i w temacie radiowym na forum X. Chętnie wystąpiłbym na antenie osobiście, ale ze względu na moją pracę wolałbym nie zostać zidentyfikowanym, także pozostać muszę anonimowym i przy moich odpowiedziach posługiwać się głosami Panów redaktorów. Pozdrawiam gorąco, czekam na pytania, uwagi i wątpliwości.